Decyzja o wyjeździe do Oybin pojawiła się właściwie w ostatniej chwili. Jeszcze będąc w trasie zastanawialiśmy się, czy to na pewno dobry pomysł. Głównym celem wyprawy była via ferrata Alpiner Grat — krótka, ale bardzo ciekawa ferrata położona w niemieckim Oybin, tuż przy granicy z Czechami.
Była sobota, 9 maja 2026 roku. Z Zabrza wyjechaliśmy około 15:30. Nawigacja pokazywała planowany dojazd około 19:05. Pogoda dopisywała, ruch był niewielki, więc podróż mijała bardzo spokojnie.
Granica i pierwsza niespodzianka
Tuż po przekroczeniu granicy polsko-niemieckiej zatrzymał nas niemiecki patrol. Bardzo młodo wyglądająca policjantka zwróciła uwagę, że nie powinienem przekraczać prędkości o więcej niż 10 km/h. Zachowując pełną powagę okazałem skruchę i zapewniłem, że to ostatni raz. Po krótkiej wymianie zdań i lekkim uśmiechu mogliśmy ruszyć dalej — bez żadnych konsekwencji.
Zakupy w Zittau i nocleg w Oybin

Po drodze zatrzymaliśmy się jeszcze w Zittau na ostatnie zakupy. Oprócz podstawowych rzeczy nie mogło zabraknąć „oryginalnej niemieckiej chemii”, czyli proszku i płynu do prania.
Wieczorem dotarliśmy do Oybin. Zaczęliśmy szukać miejsca na nocleg dla kampera i szybko zauważyliśmy znak z piktogramem kampera kierujący na parking P3. Na miejscu stały już dwa inne kampery. Zaparkowaliśmy bez problemu, opłata wynosiła 15 EUR za 24 godziny — całkiem rozsądnie.
Wieczór miał zakończyć się klasycznie: wiedeński sznycel i piwo. Niestety pojawiło się kolejne zaskoczenie — większość restauracji była czynna tylko do 19:00. Skończyło się więc na szybkim posiłku w kamperze, chwili relaksu przed telewizorem i śnie.

Poranek i start ferraty
Rano klasyczny rytuał:
- kawa,
- śniadanie,
- przygotowanie sprzętu,
- i ruszamy.
Żółtym szlakiem szybko dochodzimy do początku ferraty. Na miejscu jesteśmy sami. Zakładamy uprzęże, przygotowujemy sprzęt asekuracyjny i zaczynamy wejście.
Ferrata Alpiner Grat — krótka, ale wymagająca

Ferrata okazała się trudniejsza, niż sugerowały opisy w internecie. Nie jest długa, ale wymaga skupienia i spokojnego planowania kolejnych ruchów. Kilka miejsc potrafi zaskoczyć, szczególnie osoby liczące na bardzo łatwe przejście.

Po chwili dołączyli kolejni wspinacze. Na końcu ferraty znajduje się punkt widokowy, z którego można obserwować osoby pokonujące trasę.

Całość przechodzimy w około 30 minut. Ściągamy sprzęt i ruszamy dalej.

Trekking ponad plan

Mieliśmy bardzo dobry czas, więc spontanicznie modyfikujemy trasę i wydłużamy trekking o dodatkowe 5 kilometrów.

Szlaki w okolicy są świetnie przygotowane. W wielu miejscach znajdują się sztuczne ułatwienia i zabezpieczenia. Po drodze mijamy kolejne punkty widokowe — może nie imponują wysokością, ale widoki zdecydowanie robią wrażenie.

Docieramy do Tempelwand. To dobre miejsce na chwilę odpoczynku i mały tradycyjny niemiecki posiłek.

Kolej wąskotorowa i zmiana planów
Po krótkim postoju pojawia się pomysł, aby zejść do najbliższej stacji kolei wąskotorowej Kurort Oybin Hp Teufelsmühle i przejechać jeden przystanek do Oybin Kurort.
Niestety po dotarciu na miejsce okazuje się, że pociąg odjechał dosłownie 5 minut wcześniej, a kolejny będzie dopiero za godzinę.
Krótka analiza sytuacji — nie ma sensu czekać. Decydujemy się iść pieszo. Do przejścia było około 30 minut.
Kawa, ruiny klasztoru i pozytywne zaskoczenie
W Oybin siadamy w klimatycznej kawiarni i zamawiamy kawę. Chwila odpoczynku zdecydowanie była potrzebna.
Później ruszamy w stronę ruin klasztoru położonych na skalnym wzgórzu. Podejście jest dość wymagające. Bilet kosztuje 9 EUR od osoby. Początkowo zastanawialiśmy się, czy warto, ale bardzo szybko okazało się, że to była dobra decyzja.

Zwiedzanie zajęło nam około dwóch godzin i zdecydowanie nie był to stracony czas.


Wymarzony sznycel… i problem z płatnością
Po zejściu wracamy do centrum Oybin i w końcu zamawiamy upragnionego wiedeńskiego sznycla oraz piwo.
Na koniec kolejna niespodzianka — brak możliwości płatności kartą. Okazuje się, że w regionie nadal wiele miejsc akceptuje wyłącznie gotówkę. Według lokalnych informacji około 75% punktów umożliwia płatność kartą, reszta działa wyłącznie gotówkowo.
Powrót do domu
Wracamy do kampera, chwilę odpoczywamy i ruszamy w drogę powrotną do Zabrza.
Do domu docieramy w niedzielę około 21:30.
Podsumowanie było jedno:
ten spontaniczny wyjazd zdecydowanie był wart decyzji podjętej w ostatniej chwili.